Publikacja wizerunku, czyli dlaczego życie fotografa nie jest proste.

Zgodnie z brzmieniem art. 81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W przypadku braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

I tutaj w zasadzie można by skończyć. Tyle, że świat nie jest czarno-biały.

Nie tak dawno, bo tydzień temu z lekkim okładem nasza Emilka miała występ w przedszkolu z okazji zakończenia roku. Ładny występ. Niezwykle wręcz “fotogeniczny”, gdyż dzieci były podzielone na 5 grup, z których każda miała inny kolor. Rodzice stanęli na wysokości zadania i dzieci miały na prawdę fajnie zgrane barwy, mocne kolory – czerwony, zielony, żółty, niebieski i fioletowy – wyglądało to na prawdę świetnie i tak też uchwyciłem ich na zdjęciach.

I tu docieramy do sedna sprawy – bo chciałbym przynajmniej część tych zdjęć pokazać szerszej publiczności, zrobić galerię na naszej stronie internetowej, może galerię na facebooku czy flickr, ale tu pojawia się dylemat – bo z jednej strony można próbować podciągnąć rzecz całą pod imprezę zorganizowaną a moje zdjęcia uznać za fotoreportaż i publikować, ale z drugiej strony nie był to przecież  występ publiczny…

Inna sprawa, że nie do końca rozumiem, czemu rodzice tak często zaprzeczają sami sobie? Bo z jednej strony buntują sie przed publikacją zdjęć swoich pociech i to nawet na stronie internetowej przedszkola, a kilka godzin później wrzucają kolejną galerię na facebooka czy inny profil? No więc jak to jest w końcu? Słyszałem już argument jednej z mam, która stwierdziła, że nie zgadza się na publikację, bo nie ma kontroli nad tym, czy jej syn wygląda “korzystnie” na zdjęciach. Z ciekawości udało mi się znaleźć jej profil na fb gdzie w galerii publicznej (sic!) znalazłem na przykład zdjęcie wspomnianego synka upapranego od góry do dołu lodami, z podpisem “coraz więcej umiem sam”, czy jakoś podobnie. I to ma być ten “korzystny wizerunek”? A z takimi przypadkami spotykam się na co dzień.

I nie ukrywam – irytuje mnie to. Bo oczywiście nie przeczę, że ochrona wizerunku jest potrzebna – ale czy musi być aż tak restrykcyjna? Nie wystarczyłoby uznać domniemania zgody na publikację w przypadku niekomercyjnych zastosowań i wszelkich wystąpień? Bo w gruncie rzeczy, zgodnie z prawem nie mogę nawet pokazać zdjęcia własnego dziecka z przedstawienia, bo widać na nim również inne dzieci, których rodzice być może takiej zgody nie wyrażają? Czy nie jest to chore?

Co więcej, ja póki co zmagam się z przedszkolem, ale wiem od znajomych, że jeszcze śmieszniej jest w szkołach. Gimnazjaliści w większości mają już telefony komórkowe z aparatami i profile w sieciach społecznościowych. I co? W szkole nie można nic zamieścić, bo nie ma zgody rodziców, a dzieci same na swoje profile wrzucają takie zdjęcia, że się włosy jeżą. To o co tu chodzi? Dla rodziców zdjęcia za szkoły są złe, a “selfiki” z “dzióbkami” w szkolnej toalecie są dobre i “wizerunkowe”?

Ehh, miało być na wesoło, a zacząłem się bez potrzeby denerwować. Jestem ciekaw dzisiejszego dnia – napisałem do kilkorga rodziców z prośbą o zgodę. Mam nadzieję, że wykażą się zrozumieniem i rozsądkiem i wkrótce będę mógł pokazać kilka bardzo ładnych zdjęć.

 

Jakub Waszkiel

Oto ja - fotograf, grafik, montażysta i operator, pasjonat obrazu, techniki, starych samochodów, burbona i dobrej muzyki. W życiu najbardziej cieszy mnie, że moja pasja jest również moją pracą. Zapraszam do współpracy!