Na dobry początek coś o sobie, czy też o nas?

Długi czas zbierałem się w sobie, żeby rozpocząć prowadzenie bloga. Dość często, szczególnie po pracowitym dniu, mam ochotę usiąść na spokojnie, nalać sobie jakiegoś porządnego drinka i podzielić się ze światem przemyśleniami całego dnia. Teraz, kiedy wraz z żoną powołaliśmy do życia EgzotiQ, w końcu uznałem, że nadszedł właściwy moment.

Dziś chciałbym w skrócie przedstawić, skąd wziął się “EgzotiQ”. Po pierwsze, bardzo lubię robić zdjęcia. To już coś. Przez lata traktowałem to jako prywatne hobby, bez jakiegoś planu. Zaczynałem w latach 90, kiedy dostałem od taty aparat Zenith, a od dziadka powiększalnik, który z resztą tydzień temu moja żona znalazła na strychu. To były czasy. Klisza miała 36 klatek, a ja jako wczesny nastolatek nie miałem możliwości finansowych, aby kupować ich dużo. Cieszyłem się, jeśli udało mi się zrobić choć kilka ładnych ujęć. Był to również okres, gdy zacząłem się interesować grafiką komputerową i retuszem zdjęć, gdyż zawodowo zajmowałem się wówczas komputerowym składem tekstu. Na kilka lat odłożyłem fotografię.  Kilka lat później nastąpiła zmiana – kupiłem pierwszy aparat cyfrowy. Był to Canon A510 – typowa “małpa”, która miała wyłącznie jedną zaletę – była cyfrowa. Reszta to same wady – jako człowiek przyzwyczajony do lustrzanki miałem duży kłopot z polubieniem automatyki. Chciałem mieć tak jak wcześniej kontrolę nad chociaż podstawowymi parametrami, jak czas i przysłona, a grzebanie za każdym razem w menu nie dawało radości. Najszybciej jak to było możliwe wróciłem więc do lustrzanki – padło na Olympusa E500. Dość prosty model, ale znów miał to, co potrzeba – tryb manualny. To był moment, kiedy fotografia znów zaczęła sprawiać mi ogromną radość, a z czasem stała się kolejnym zawodem. Dwa lata temu zaś odkryłem kolejną życiową pasję – filmowanie. Podjąłem pracę w małej, raczkującej dopiero stacji telewizyjnej jako grafik i montażysta. Przydało się tutaj moje doświadczenie fotograficzne, gdyż nie raz była okazja popracować z kamerą – tym sposobem kolejny raz “złapałem bakcyla”.

W całej tej historii nie mogę też zapominać o mojej żonie, która jest współtwórczynią “EgzotiQ”. Ona również od lat 90 miała wciąż do czynienia z fotografią i to z obu stron obiektywu. Zaczęła przygodę jako fotomodelka, by po pewnym czasie przejść na “drugą stronę” i zająć się zawodowo wizażem, a hobbistycznie fotografią. Gdy zamieszkaliśmy razem, nasze pasje i praca zaczęły się coraz bardziej splatać. Zaczęliśmy wspólnie robić sesje zdjęciowe oraz filmy.

A skąd nazwa? To dość proste. Moja żona już od dawna przez przyjaciół była nazywana “Egzotyczna”, ja zaś używałem przezwiska “Qubi”.

 

Jakub Waszkiel

Oto ja - fotograf, grafik, montażysta i operator, pasjonat obrazu, techniki, starych samochodów, burbona i dobrej muzyki. W życiu najbardziej cieszy mnie, że moja pasja jest również moją pracą. Zapraszam do współpracy!