Fotograf na świętach, czyli jak przeżyć zjazd rodzinny.

Znów Święta. Nie ma w zasadzie znaczenia, czy jest to gwiazdka, Wielkanoc, czy nawet spotkanie rodzinne z okazji imienin wujka Stefana. Schemat jest zawsze ten sam. Jesteś fotografem, lub chociaż trochę bardziej świadomie posługujesz się aparatem? A już nie daj Boże masz lustrzankę? No to masz przechlapane. Wcześniej czy później z ust kogoś ze zgromadzonych musi paść to, lub bardzo podobne zdanie:

A przy okazji, – tu wstaw swoje imię – dobrze, że jesteś tu z nami. Ty robisz takie pięknie zdjęcia. Zrób mi proszę z wujkiem (czy kimkolwiek innym).

„No i się zaczęło” jak mówi stare powiedzenie. Co robić, jak żyć? Masz jak zawsze kilka możliwości. Pierwsza, najbardziej oczywista to wybieg w stylu „nie wziąłem aparatu” – choć pozornie niezły pomysł, to często mści się po kilku sekundach. W każdej rodzinie bowiem znajdzie się czarna owca, która z kieszeni/torebki wyjmie „małpę”, i ze złośliwym uśmieszkiem powie – To weź mój… Wówczas nie dość, że zdjęcia i tak musisz zrobić, to jeszcze byle jakim sprzętem, co zwykle negatywnie odbije się na efektach.

Druga metoda to oczywiście próba tłumaczenia – że przestrzeń, że światło, że tło, i tak dalej. Niestety zwykle również nie przynosi zbyt dobrego skutku – w najlepszym razie skończy się zdaniem w stylu: „Oj nie przesadzaj”, a w najgorszym (choć czy to na pewno to najgorszy?) wielką rodzinną awanturą, o to że olewasz bliskich, jesteś egoistą i tak dalej.

Wariant trzeci, który doświadczalnie uznałem za najlepszy, to podjąć wyzwanie – nawet nie dla świętego spokoju, tylko tak wewnętrznie podjąć wyzwanie wobec siebie, swoich umiejętności i wiedzy.

Zwykle osoba, która najbardziej domaga się zdjęć, nie ma zbyt wielkiego pojęcia o fotografii. Nie bierze pod uwagę, że Twoje piękne zdjęcia powstały w przewidzianych i przemyślanych warunkach, często w studio, przy odpowiednim świetle i, co chyba najważniejsze, z przemyślanym tłem. W dużych domach zwykle da się znaleźć chociaż jedną pustą, gładką ścianę – wówczas jeszcze nie jest najgorzej. Poza tym jest przestrzeń, miejsce by odsunąć modeli i ładnie rozmyć tło.

To jest chyba pierwsza zasada którą stosuję w takich przypadkach. Najczęściej przestrzenią w której będziesz miał najwięcej miejsca jest salon (zwany zwykle dużym pokojem), gdzie tłem do fotografii będzie urocza, peerelowska meblościanka na wysoki połysk, do tego cała zastawiona kolorowymi bibelotami. Fotodramat. Jeśli pozostanie ostra na zdjęciu, to całkowicie zdominuje pierwszy plan. Warto zatem pamiętać, by w aparacie ustawić możliwie najniższą liczbę przysłony, co najbardziej zmniejszy głębię ostrości (jeśli nie jesteś obeznany z trybem manualnym, użyj w lustrzance trybu „A” i ustaw jak najniższą wartość przysłony, w przypadku kompaktu użyj trybu „portret”).

Ważne jest również, aby unikać używania wbudowanej lampy błyskowej. Jest ona umieszczona zwykle w osi, lub prawie w osi obiektywu, co powoduje nieładne „spłaszczenie” twarzy osób na zdjęciach. Znacznie lepiej użyć zewnętrznej lampy której światło odbijemy od ściany czy sufitu. Na zdjęciu uzyskamy dzięki temu ładniejsze cienie, które dodają głębi na zdjęciach.

Podsumowując – ustawiaj modeli jak najdalej od tła, używaj małej wartości przysłony oraz oświetlaj z boku. Wówczas zarówno Ty, jak osoby fotografowane będą zadowolone z efektu.

Dużo sukcesów fotograficznych w Nowym Roku i radości z każdego kadru!

Jakub Waszkiel

Oto ja - fotograf, grafik, montażysta i operator, pasjonat obrazu, techniki, starych samochodów, burbona i dobrej muzyki. W życiu najbardziej cieszy mnie, że moja pasja jest również moją pracą. Zapraszam do współpracy!